Manal Rostom: bądź najlepszą wersją siebie!

Warszawa, 18.04.2017

Ukończyła jeden ultra maraton, trzy maratony, 8 pół maratonów i 26 biegów na dystansie 10 kilometrów. Zdobyła pięć szczytów i została pierwszą Egipcjanką, która pokonała Maraton na Wielkim Murze Chińskim. Ma 37 lat, jest oficjalną trenerką NIKE+ i ambasadorką kobiet uprawiających sport w hidżabie. Marzy o świecie wolnym od stereotypów. Sama walczy o zmianę postrzegania muzułmanek. Manal Rostom specjalnie dla GIRLS!

Kiedy zaczęłaś biegać?
W liceum. Mogłam wybrać rodzaj aktywności w ramach zajęć wychowania fizycznego. W kwietniu 1996 roku nauczycielka WF-u zaproponowała mi udział w szkolnych mistrzostwach atletycznych rozgrywanych w Kuwejcie. Miałam dołączyć do dwóch drużyn. Tego dnia byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Pamiętam, że zapisała mnie na bieg na dystansie 400 metrów i sztafetę na tej samej długości. To dodało mi wiatru w skrzydła. Miałam wtedy 16 lat.

Wyobrażam sobie, że widok biegającej po ulicach Egiptu nastolatki w latach 90-tych nie był codziennością.
(śmieje się) Tak. To było bardzo dziwne. Wyobraź sobie mnie w topie bez rękawów z słuchawkami w uszach. Nie nosiłam wtedy hidżabu. Włosy wiązałam w kitkę i biegałam dookoła dzielnicy, w której dorastałam. Pamiętam, latem wybierałam późniejsze godziny, by nie spotkać zbyt wielu ludzi i biegać w spokoju. Zdarzały się przypadki, kiedy ktoś mnie gonił lub wyśmiewał. Nauczyłam się ignorować te zachowania w bardzo prosty sposób - podnosiłam poziom głośności w moim walkmanie.

Mogłaś liczyć na wsparcie rodziny?
Tato jest moim największym fanem. Wspiera mnie we wszystkim. Dba o mnie i stale zachęca do ćwiczeń. Nie akceptuje przybierania na wadze. W naszej rodzinie mamy dużo przypadków otyłości. Dziedziczymy złe geny. W związku z tym musiałam dbać o siebie od dzieciństwa. Kiedy miałam 7 lat nauczył mnie jeździć na rowerze. Kiedy miałam 12 lat uczyłam się pływać. Dzięki niemu jestem najlepszą wersją siebie.

Jak reagowali przyjaciele?
Przyjaciele z definicji powinni zawsze cię wspierać. Spotkasz takich, którzy będą mówili, że "przemęczasz się, ćwiczysz za dużo" lub pytali "dlaczego zawsze biegasz?". Nie lubię takich komentarzy. To są osoby, które nigdy nie zrozumieją twojej drogi. Tu nie chodzi o nich, lecz o ciebie. Musisz skupić się na swojej pasji. Musisz być wytrwała. Jeśli nie wspierają twojej drogi - nie powinni znaleźć się w gronie twoich bliskich. To bardzo proste.

Czy muzułmankom trudniej ćwiczyć w plenerze?
Wydaje mi się, że tak. Niestety, jeszcze to nie jest norma i zawsze przyciąga wzrok. Postawiłam sobie za cel zmienić sposób postrzegania muzułmanek, które zakładają hidżab. Może nie jesteśmy najbardziej aktywnym narodem na świecie, ale wielu z nas traktuje aktywność fizyczną bardzo poważnie. Jestem dumna z mojej postawy.

Wspomniałaś o hidżabie.
Tak. Bardzo się cieszę, że zwróciłeś na to uwagę. Może trudno w to uwierzyć, ale my - muzułmanki arabskiego pochodzenia, nie spędzamy życia w namiotach przy wielbłądach. Nie jesteśmy zniewolone przez mężów czy ojców. Nie siedzimy całymi dniami w kuchni przygotowując ryż i kurczaka. Nie zachodzimy nieustająco w ciążę. Nie mamy gromady dzieci. Moją misją jest rozbicie tych stereotypów na tysiące kawałków. Wśród nas są matki, atletki, fantastyczne kobiety, które inspirują innych do działania. Jesteśmy wykształcone, mamy różne poglądy, władamy kilkoma językami, w pracy jesteśmy bardzo profesjonalne. Z wielką chęcią usiądziemy do rozmowy o życiu, miłości, religii, gotowaniu i wszystkim tym, czym interesują się kobiety w innych zakątkach świata. Oczywiście, lubimy też plotkować. Ocenianie naszego świata po wybiórczych relacjach z mediów nie jest sprawiedliwe. Zachęcam do wyciągnięcia własnych wniosków. Coraz częściej słyszy się o kobietach w hidżabie, które biegają, wspinają się, a nawet biorą udział w Iron Manie. Inne przedstawicielki mojej kultury nie zawsze zdają sobie sprawę z tego, jakie to ważne. Świat powinien poznać Wschód. Edukacja jest tu kluczem. Poznajcie nas.

Skąd decyzja o noszeniu hidżabu?
Muszę zaznaczyć, że nikt mnie do tego nie zmusił. Brat sugerował hidżab, kiedy zaczęłam dojrzewać, ale pochodzę z liberalnej rodziny i nie czułam żadnej presji. Podjęłam decyzję po wypadku, w którym straciłam kuzynkę, a sama otarłam się o śmierć.
Poczułam, że muszę coś zmienić, pokazać coś światu i Bogu, który uratował mi życie i dał drugą szansę. Założyłam hidżab 7 kwietnia 2001 roku. Moja rodzina była w szoku. Ale to była świadoma decyzja. Wiedziałam, że przede mną wyboista droga. Byłam na nią gotowa. Dziś, 16 lat później, nadal nie jest łatwo. Z hidżabem jest jak z włosami. Bywają trudne dni, kiedy ciężko go okiełznać. Masz problemy ze znalezieniem odpowiedniego stroju. Nie wyglądasz tak, jakbyś chciała. To nie jest łatwe. Zakryta nie ujawniasz włosów, nie możesz nosić czego chcesz, kiedy chcesz. Dla mnie jest w tym jakieś piękno. Jak traktuje Koran, Allah chce byś czuła się i wyglądała jak chroniona perła. Kobiety mogą prowadzić normalne życie, realizować ścieżkę kariery w pracy, uprawiać sport, ale swoją urodę i wdzięki zachowują tylko dla jednego mężczyzny - męża. Podoba mi się to. Sprawia, że czuję się wyjątkowa.

Mówisz, że nie zawsze jest łatwo.
W 2014 roku większość kobiet w mojej rodzinie zdjęła hidżab i dostawałam wiele nieprzyjemnych wiadomości od różnych osób, że teraz moja kolej. Nie rozumiałam ich. Przecież to moja decyzja i moja tożsamość. Traciłam grunt pod nogami i dlatego utworzyłam grupę na facebooku, którą nazwałam po prostu #survivinghijab. 24 sierpnia 2014 roku zaprosiłam do niej 80 kobiet. Następnego dnia było tam ich już 200. Do listopada tego samego roku dołączyło do nas ponad 40 tysięcy kobiet, które noszą hidżab. To jest najszybciej rosnąca grupa na tym portalu na Środkowym Wschodzie. Dziś jest nas już ponad 400 000 z całego świata.

To robi wrażenie!
Chciałam, by było to bezpieczne miejsce dla kobiet do wyrażania swoich obaw i lęków związanych z noszeniem hidżabu. Dla niektórych jest on piętnem, z czego nie zdawałam sobie wcześniej sprawy. Chciałam, by spojrzały na niego inaczej. Wiele z nich zakłada hidżab z miłości do Boga. Każdy dzień przynosi jednak kryzysy wiary i wystawia nas na próby. Wtedy samemu trudno sobie poradzić. Dzięki grupie jest nam lżej. Łatwiej nam przeżyć każdy kolejny dzień. Przetrwać w hidżabie. Dlatego każdy mój post w sieci oznaczam hashtagiem #survivinghijab

W czym ćwiczysz?
Przede wszystkim, kiedy ćwiczę muszę nosić rajstopy. Może nie jest to bardzo zgodne z Islamem, ale by zakryć dolne partie (które najwidoczniej są najbardziej atrakcyjne), jestem gotowa otulić nogi nawet kardiganem. Wybieram luźne, szybkoschnące topy z długim rękawem, które zakrywają klatkę piersiową. Okrycie głowy nie jest takie łatwe. Długo nie mogłam znaleźć odpowiedniego materiału, który spełniałby wszystkie funkcje, w tym ładnie wyglądał. Kupuję dwuczęściową chustę, która nie jest zrobiona z bawełny. Stawiam na lycrę. Wyglądam jak pingwin, ale co zrobić (śmieje się). Czasem zakładam na to jeszcze jedną warstwę z koronki, by jakoś to wyglądało, ale wszystko zależy od stopnia treningu.

Jak wgląda twój dzień?
Cztery miesiące temu straciłam pracę w firmie farmaceutycznej. Teraz zaczynam inaczej funkcjonować. Wcześniej wyglądało to tak: Kiedy zbliżały się zawody trenowałam trzy razy w tygodniu od 6:30, potem szłam do pracy, w której przebywałam od 9:00 do 18:00, po czym prowadziłam zajęcia spinningowe lub treningi NIKE+. Teraz trenuję pięć razy w tygodniu. Jeśli nie prowadzę zajęć RPM lub treningów NIKE+, po prostu biegam, jeżdżę na rowerze stacjonarnym lub czasem (choć rzadziej) pływam w oceanie. Treningi uzależniam od celu, który sobie wyznaczę. Do triathlonu trenuję kilka miesięcy przed, pływając dystans kilometra w basenie, po czym biegnę około 5 kilometrów i na koniec wsiadam na rower stacjonarny, gdzie przejeżdżam dwa cykle, każdy po około 40 km. Do maratonu przygotowuje się dłużej, każdego tygodnia wydłużając dystans. Zaczynam od 5-8 km, a kończę na 30 km biegach przed zawodami. Jestem instruktorką spinningu, więc zaliczam swoje sesje do dodatkowych treningów. Różnorodność jest kluczem w sporcie. Trenując jeden sport łatwiej o kontuzję, nadwyrężasz bowiem cały czas te same partie ciała. Ja dywersyfikuję swoją aktywność. Nie zapominam także o rozciąganiu. Staram się zmieścić kilka zajęć z jogi.

Sama skontaktowałaś się z firmą Nike?
To było w listopadzie 2014 roku, kiedy założyłam grupę #survivinghijab. Napisałam do Thomasa Woolfa, trenera zarządzającego sekcją biegową Nike na Środkowym Wschodzie. Zapytałam dlaczego w kampaniach promocyjnych nie pojawiają się kobiety w hidżabie. Spodobał mu się ten pomysł, spotkał się ze mną i wkrótce zaproponował mi udział w jednej z nich. W styczniu 2015 roku zostałam pierwszą kobietą w hidżabie promującą bieganie dla Nike.

Co czułaś?
Nie mogę opisać tego uczucia. Wyobraź sobie, że dorastasz patrząc na poczynania pewnej sportowej marki z renomą i nagle role się odwracają, bowiem nie tylko ją reprezentujesz, ale i zostajesz jej twarzą. To wielka odpowiedzialność. Zdaję sobie z tego sprawę. Mam nadzieję, że nie zawiodę pokładanych we mnie nadziei. Nike wskazało mi drogę inspiracji i dało platformę, dzięki której mogę być słyszana. Mogę dawać przykład muzułmankom arabskiego pochodzenia oraz wszystkim kobietom w hidżabie pokazując, że nie ma rzeczy niemożliwych.

Skoro mowa o niemożliwym... zaproszono cię na szczyt Nike+ Training Club w Oregonie.
Tak! Byłam pierwszą w historii trenerką w hidżabie, która postawiła tam nogę. To magiczne miejsce. Raj dla atletów i biegaczy z całego świata. W trakcie trwania tego szczytu musiałam szczypać się z milion razy, by sprawdzać, czy to nie sen. Poranki wypełniały mi sesje treningowe ze wszystkimi trenerami NIKE+ Training Club, których obserwuję na Instagramie. Nigdy nie myślałam, że poznam tych inspirujących ludzi w realu. Nadal nie mogę w to uwierzyć. Podobnie jak w plakaty z moją twarzą w sklepach biegowych.

A'propos plakatów, z jakimi reakcjami się spotkałaś?
Odpowiedź na kampanię przerosła moje oczekiwania. Otrzymałam wsparcie z każdej możliwej strony. To było bardzo wzruszające. Taka kampania naprawdę zmienia wizerunek sportu w krajach arabskich. Wyraziście zachęca Arabki do aktywnego trybu życia. Zostałam żywym przykładem na to, że możesz być kim chcesz i robić to, na co masz ochotę.

Jak wygląda twoja dieta?
Moje zwyczaje żywieniowe to szerokie spektrum: od diety supermodelki, przez entuzjastkę jogi, po głodne dziecko pozostawione bez opieki w cukierni. Mam nadzieję, że wiele kobiet rozumie co mam na myśli i ma podobnie. Chcę być szczera i prawdziwa w tym, co robię. Bywają dni, kiedy bardzo przestrzegam diety i koncentruję się na warzywach. Nie jestem wegetarianką, ale może kiedyś nią zostanę. Raz lub dwa razy w tygodniu jem ryby, w tym łososia. Kiedy dyscyplinuję się, zaczynam dzień od kawy, najczęściej jest to cappuccino na mleku migdałowym. Gdy zgłodnieję skosztuję owsiankę na mleku migdałowym z miodem. Kocham owoce, które zawsze są idealną przekąską. Lunch to sałatki, quinoa i szpinak. Kolacje różnią się w mojej diecie. Czasem są to sałatki, niekiedy serek wiejski z miodem i orzechami. Od 8 miesięcy nie jem kurczaka, a od dziecka nie lubię smaku wołowiny. Jestem grzeczna i trzymam się diety cały dzień, ale przychodzą wieczory, kiedy mam ochotę na nachosy.

Jak każdy...
Najgorsze, co możemy zrobić, to zafundować sobie obsesję na punkcie diety. Ja także mam problemy z utrzymaniem dyscypliny żywieniowej, ale podchodzę do tego zdrowo. Wszystko możesz sobie wybaczyć. Zdarza się. Nie nakładaj na siebie takiej presji w tym zakresie. Możesz oszukiwać przy posiłkach. Ja czasem skuszę się na lody i mrożony jogurt. Ten drugi, by czuć się mniej winną złamania diety. Pamiętaj, że dopóki pozostajesz aktywna fizycznie i pamiętasz o proporcji 70% dieta, a 30% ćwiczenia - nic się nie stanie. Podejdź do diety łagodnie i bądź dla siebie wyrozumiała.

Jak wyglądają twoje posiłki w czasie Ramadanu?
Ramadan jest ruchomym postem. Cofa się w kalendarzu każdego roku. Pościmy przez to w coraz dłuższe dni, co ze względu na upały potrafi być brutalne. Największym problemem jest pragnienie. Nie możemy jeść i pić do zachodu słońca i brak wody dla mnie jest najtrudniejszy, choć przyznaję, momentami głód także doskwiera. Po zachodzie słońca spożywam daktyle i pije dużo wody. Często skonsumuję też zupę.

Ćwiczysz podczas Ramadanu?
Tuż po zakończeniu postu udaję się na modlitwy. Następnie odwiedzam siłownię, gdzie odbywam godzinny cross trening na rowerze stacjonarnym. Czasem wybieram bieganie na dystansie 5-8 km. Staram się ćwiczyć tak trzy do pięciu razy w tygodniu. W weekendy, jeśli jestem wypoczęta i wyspana poćwiczę jeszcze przed iftarem (pierwszym posiłkiem po zachodzie słońca), ale cierpię na anemię i przy treningu bez jedzenia i picia kręci mi się w głowie, więc ograniczam się do rozruchu na dystansie 3-4 kilometrów.

Wspomniałaś o pokusach. Co motywuje cię w te dni, kiedy niczego się nie chce?
To bardzo ważne pytanie. Takie dni to norma. Każdy je ma. Będzie ich nawet sporo. Według mnie kluczem jest postawiony cel. Krystalicznie klarowny. Kiedy miałam dwadzieścia lat nie było łatwo. Z czasem nauczyłam się, że tylko ty możesz być swoją inspiracją i własnym bohaterem. Zdarza się, że masz wyjątkowe szczęście i ktoś ci pomoże, ale z reguły tylko ty jesteś w stanie uratować siebie. Prawda jest taka, że każdy ma masę problemów i trudne dni. Nie można liczyć na to, że zawsze ktoś ci pomoże i pocieszy. Nauczyłam się liczyć na siebie, mam nadzieję, że dojrzewając staję się mądrzejsza. Staram się skupić na końcu drogi, którą obieram. Kim jestem? Co chcę przekazać innym? Jaki obieram cel? Jeśli umiesz odpowiedzieć na te trzy pytania, wydaje mi się, że łatwiej jest wtedy podnieść się po porażce lub zmotywować. I nie oszukujmy się, przed nami wiele porażek. Ważne, by być na nie gotowym, szybko wstać, pogodzić się z nimi, wyciągnąć wnioski i ruszyć dalej.

Inspirujące!
Bywają dni, kiedy moją głowę przepełniają mroczne myśli. Czuję wtedy uczucie porażki. Właśnie wtedy ktoś zupełnie obcy wysyła mi wiadomość mówiącą, że zainspirowałam go do pierwszego biegu na dystansie 10 km, wzięcia udziału w pół maratonie lub pierwszym triathlonie. To zmienia wszystko. Czuję, że moje działanie inspiruje innych i zmienia ich życie. Kiedy zdaje sobie z tego sprawę wiem, że muszę myśleć pozytywnie, bo to, co robię bezpośrednio przekłada się na ich motywację. Mam nadzieję, że ich nie zawiodę. To niesamowite uczucie. Osoby, których nie znam pokładają we mnie wiarę.

Pomagasz im.
"Take it easy" - zaczynam zawsze od tej rady. Skup się i znajdź motywację. Kiedy pytają mnie o maraton zachęcam, by zapisać się długo przed startem, by ułożyć ścieżkę treningową i motywacyjną. Nie bój się długich dystansów. Nikt nie urodził się maratończykiem. Zapamiętaj to. Bieganie to rodzaj sportu nabytego i w tym tkwi jego piękno. Trenując - stajesz się tylko lepsza, silniejsza i bardziej sprawna fizycznie.

Pamiętasz swój pierwszy maraton?
Nigdy tego nie zapomnę. Styczeń 2014 roku. Dubaj. To był bardzo brutalny i długi bieg. Otarłam się o granicę i na 32 kilometrze dosłownie chciałam umrzeć. Płakałam. Po prawdzie zawsze płaczę (śmieje się). Wiedziałam jednak, że poddanie się nie jest opcją. Biegłam dalej, mimo zmęczenia i wycieńczenia. Ukończyłam bieg z czasem 5 godzin i 7 minut. Myślałam, że to pierwszy i ostatni raz. Wkrótce przebiegłam dwa kolejne.

Ultra maraton, trzy maratony, 8 pół maratonów i 26 biegów na dystansie 10 kilometrów. Zdobyłaś pięć szczytów i zostałaś pierwszą Egipcjanką, która pokonała Maraton na Wielkim Murze Chińskim.
Przeprowadziłam się do Dubaju 6 lat temu i byłam zafascynowana aktywnością sportową jego mieszkańców. W klubach sportowych wszyscy wspierają się nawzajem i tworzą serdeczną społeczność. Wcześnie w życiu odkryłam, że marnowanie czasu na bezwartościowe spotkania nie pozwala na dojrzewanie. Niektórzy twierdzą, że jestem przez to mało towarzyska. Ja uważam, że to szanowanie swojego czasu. Dzięki temu mogę skupić się na wyznaczonych celach. Niektórzy twierdzą, że nie mam przez to wielu przyjaciół. Ci, którzy mnie znają, wierzą we mnie i dopingują mi nawet z daleka. Poza tym odkryłam, że w Dubaju co tydzień organizowany jest jakiś bieg. Pozostałam więc bardzo aktywna. Nadal po pracy wolę pobiegać, niż siedzieć i oglądać film. Wiem także, że moje poczynania inspirują innych, więc nie marnuję czasu i jestem skupiona na swoich celach. Z rocznym wyprzedzeniem ustawiałam zdobywanie szczytów, czy udział w maratonie. Jestem bardzo dumna z wyników mojej ciężkiej pracy. Dzięki skupieniu na celach zrealizowałam kilka marzeń.

Które osiągnięcie jest dla ciebie najważniejsze?
Mam ich kilka. Jestem bardzo dumna ze szczytów, które udało mi się zdobyć. Przekonanie taty, by pozwolił mi na pierwsze ekspedycje nie było łatwe. Teraz, kiedy jestem dorosła wydaje mi się, że jest to ukończenie maratonu na Wielkim Murze Chińskim. Zostałam pierwszą Egipcjanką i wydaje mi się pierwszą Arabką, która to zrobiła. Byłam wycieńczona. Skurcze złapały mnie już na pierwszym kilometrze. Zatrułam się jedzeniem i mój żołądek odmówił posłuszeństwa. Wiedziałam, że to będzie trudny sprawdzian moich umiejętności. Jednak udało się i mimo wielu problemów przybiegłam na metę po 6 godzinach i 24 minutach, z czego byłam bardzo zadowolona.

Jaki cel wyznaczyłaś sobie teraz?
Chcę zostać pierwszą obywatelką Egiptu, która zdobędzie Mount Everest, najwyższy szczyt świata. Wyprawę planuję na maj 2017 lub 2018. Mam nadzieję, że mi się uda. Najpierw, jeszcze w tym roku chcę zdobyć najwyższy szczyt Ameryki Południowej - Aconcaguę.

Czego boisz się najbardziej?
Utraty najbliższej rodziny i osób, które kocham. Boję się ich śmierci. To ból, który zostaje z tobą. Zrozumiałam już, że w życiu czasem urywa się kontakt. Po prostu. Niektóre relacje przetrwają, inne nie. Uczę się akceptacji takiego stanu rzeczy, choć dla tak emocjonalnej osoby, jak ja, jest to trudne. Trudno mi z czegoś lub kogoś zrezygnować. Nawet kiedy ktoś mnie skrzywdzi, potrafię za nim zatęsknić. Wiem, pracuję nad tym. Kiedy jednak rozłącza nas śmierć, a straciłam już naprawdę bliskie osoby, uczucie bólu i straty zostaje z tobą długo. Oswojenie tego jest bardzo czasochłonne. Chciałabym byśmy żyli wiecznie i nigdy nie zaznali straty.

Bazując na swoim doświadczaniu, co chciałabyś przekazać Polkom?
Skup się na obranej w życiu ścieżce. Pamiętaj, że mamy jedno życie. Postaraj się. Bądź dobra dla siebie i innych i trzymaj się z daleka od toksycznych ludzi. Tych, których motywuje zazdrość. Ufaj sobie i zawsze słuchaj serca. Podążaj za swoją pasją. Pracuj ciężko, ale nie zapominaj o rodzinie. Zawsze powinna być na pierwszym miejscu. Jeśli spotkasz na swojej drodze osoby, które będą cię wspierały, bez względu na okoliczności i nie będą osądzały - trzymaj się ich mocno. Bądź swoją własną inspiracją. Zostań swoim bohaterem. Nie czekaj aż ktoś cię uszczęśliwi. Znajdź sposób na własną drogę do szczęścia. Spróbuj uratować się sama. Każdego dnia. Bądź najlepszą wersją siebie.

Z Manal Rostom rozmawiał Patrycjusz Tomaszewski. Zdjęcia: Naim Chidiac Nike Middle East

MANAL ROSTOM
Instagram @manirostom
manirostom@hotmail.com

pozostałe artykuły